czwartek, 18 maja 2017

Heeeey!

Nie wiem czy ktoś jeszcze tutaj zagląda, ale chciałabym zaprosić Was na moje nowe opowiadanie 


Opis: Dwudziestodwuletnia Grace Forest ma kochającą rodzinę, wspaniałych przyjaciół, dobrą pracę, ale jednego w jej życiu brakuje. Brakuje miłości, mimo, że tego nie ukazuje, w głębi serca zazdrości swoim znajomym idealnych związków.

Werka :)

poniedziałek, 29 września 2014

Rozdział 4

Rozdział 4

 Nowy początek

 Każda historia ma swój początek jak i koniec. Moja historia rozpoczęła się prawie osiemnaście lat temu. Każda książka ma w sobie ileś rozdziałów, które kończą się, po to aby powstały nowe. Mój rozdział właśnie się kończy. Stojąc tak w moim jeszcze pokoju rozmyślam nad wszystkim co przytrafiło mi się w życiu. W większości czasu miałam pod górę, ale w końcu trzeba to zmienić. Na reszcie postanawiam stąd uciec. Ucieczka w tej chwili jest najlepszym rozwiązaniem, niektórzy pewnie uważaliby inaczej, ale to ich zdanie nie moje. W końcu nie wiem ile wytrzymałabym tu jeszcze. Kiedy w walizkach mam spakowane najpotrzebniejsze rzeczy, a moje oszczędności jak i elektronika leży spokojnie w mojej torbie podręcznej, wzdycham i dzwonię po taksówkę. Po kilku minutach przyjeżdża auto, chcąc się stąd jak najszybciej wydostać, zarzucam torbę na ramię oraz łapię rączki walizek i schodzę na dół po schodach. Będąc na dole nawet nie rozglądam się, po prostu chcę mieć to z głowy. Wychodzę z domu zamykając drzwi na dwa spusty, po czym chowam klucz pod wycieraczkę, a następnie wychodzę z posesji. Zbliżając się do furtki zauważam starszego pana, który wysiada z auta, aby wsadzić moje bagaże do bagażnika. Po kilku minutach wyruszamy na lotnisko. Nadal nie wiem, gdzie chcę się udać, ale pokieruję się znajomością języków. Bo po co mam gdzieś żyć skoro nie znam języka, na całe szczęście nauczyłam się hiszpańskiego, niemieckiego i trochę francuskiego. Po mino tego, że Sheffield jest dużym miastem i łatwo byłoby mi zamieszkać na innej ulicy to się boję, Boję się, że spotkam kogoś kto mnie zna, boję się tego co może się zdarzyć.
 - Jesteśmy na miejscu - z zamyślenia wybudza mnie głos kierowcy.
- Ile płacę? - pytam się.
- 7 funtów - odpowiada, a ja wyciągam portfel z torby.
- Proszę, reszty nie trzeba - mówię podając mężczyźnie banknot 10 funtowy.
 Wysiadam z auta, słyszę szczęśliwy głos kierowcy, który mówi mi, że dziękuje za napiwek, a następnie pomaga mi wyciągnąć walizki, wręcza mi je z uśmiechem Ostatni raz patrzę na niego, żegnam się i idę do środka, do mojej ucieczki, idę do znienawidzonego przeze mnie miejsca. Miejsca, którym jest lotnisko, nigdy nie lubiłam samolotów, mam do nich wstręt, tyle razy na słyszałam się o katastrofach lotniczych, że gdyby nie ta ucieczka to nie wsiadłabym do tej piekielnej maszyny. Ciągnąc bagaże udałam się do punktu obsługi klienta.
 - Dzień dobry - przywitałam się z mężczyzną po około 30-stce.
- Dzień dobry, w czym mogę pomóc? - pyta się spoglądając na mnie uważnie.
- Dokąd jest najbliższy wolny lot? - odpowiadam pytaniem.
- Do Warszawy, Nowego Yorku i Londynu - mówi spoglądając na monitor.
- Poproszę o bilet do Londynu z dwoma walizkami i bagażem podręcznym - mówię wyciągając portfel z torebki.
- Oczywiście, mogę prosić o dowód osobisty? - pyta.
- Pewnie - rzucam i podaję mu dokument.
- Dziękuję - odpowiada spoglądając na dowód, po chwili oddaje mi go wraz z biletem - to będzie 138 funtów.
- Proszę, reszty nie trzeba - mówię podając 140 funtów.
- Dziękuję, życzę miłego lotu i do widzenia - żegna się ze mną, odpowiadam krótkie pożegnanie.
 Następnie idę z biletem do odpowiedniego miejsca gdzie daje się walizki, które po chwili znajdą się wewnątrz samolotu. Po 30 minutach zaczyna się odprawa mojego lotu. Na razie spokojna udaję się na odprawę, po kolejnej godzinie siedzę zdenerwowana w samolocie. Nie wiedząc co ze sobą zrobić wyciągam z kieszeni telefon wraz ze słuchawkami. Po kilku sekundach z mojego telefonu wydobywa się piosenka Magic zespołu Rude. Nawet nie wiem kiedy udaje mi się zasnąć, gdy zbliżaliśmy się do lądowania obudziła mnie jedna z stewardess. Szczęśliwa wychodzę z najgorszej maszyny świata, po odebraniu bagażu udaję się do wyjścia z lotniska. Moja twarz wyraża szczęście, uśmiech sam mi się powiększa. Udając się do jednej z czarnych taksówek proszę tym razem kobietę o zawiezienie mnie do niedrogiego hotelu. Po godzinie jazdy, wchodzę do dwugwiazdkowego hotelu gdzie melduję się na początku na trzy doby. Wchodząc do mojego tymczasowego nowego pokoju odstawiam walizki pod ścianą, a sama rzucam się na łóżko ze zmęczenia. Zasypiam.
 Budzę się następnego dnia, od razu po obudzeniu wyciągam z walizki świeże ubranie, ręcznik oraz bieliznę po czym udaję się do łazienki gdzie biorę szybki zimny prysznic na pobudzenie. Po prysznicu zawiązuję włosy w wysoką kitkę, a następnie wyciągam laptopa z torby, podłączam go do prądu i zaczynam poszukiwania pracy jak i jakiegoś mieszkania. Po kilku godzinach mój brzuch woła jeść, a oczy same zamykają mi się ze zmęczenia. Zakładam czarną bluzę z kapturem, która pasuje mi do czarnych butów i szarych materiałowych obcisłych spodni. Do małej torebki chowam portfel, dokumenty oraz klucze od pokoju hotelowego. Telefon ląduje w mojej kieszeni spodni, a słuchawki w uszach. Wychodzę z pokoju, zamykam go na dwa spusty, a następnie udaję się do windy i zjeżdżam na parter. Wychodząc z hotelu wyciągam telefon i jeszcze raz sprawdzam gdzie znajduje się najbliższa kawiarnia Starbucks. Idą według gps'a po kilkunastu minutach jestem pod szukanym przeze mnie budynkiem. W oczy rzuca mi się kartka z napisem "Zatrudnimy kelnerkę". Z nadzieją wchodzę do środka kawiarni, po kilku minutach stania w kolejce zamawiam Caramel Frappuccino, po otrzymaniu kawy pytam się o posadę kelnerki niejakiej Malis. Dziewczyna ta odsyła mnie do swojej przełożonej, z którą rozmawiam prze około 10 minut.
 - Przyjdź jutro na 8:30 John ci wszystko wyjaśni - mówi na pożegnanie.
- Dobrze - odpowiadam szczęśliwa po czym mówię szybkie do widzenia i wychodzę z kawiarni popijając moją Caramel Frappuccino. Po krótkiej chwili przypominam sobie o moim głodzie, który muszę jak najszybciej zaspokoić. Rozglądam się na boki, a gdy zauważam fast food udaję się do niego. Przed wejściem do KFC kończę pić kawę, pusty kubek wyrzucam do śmietnika, a następnie wchodzę do środka, gdzie zauważam niezbyt dużą kolejkę, w której po chwili stoję. Po odczekaniu 15 długo ciągnących się minut, w końcu składam zamówienie. Chwilę później trzymam w ręku tacę z moim jedzeniem. Rozglądam się, a gdy znajduję jeden z wolnych stolików to siadam przy nim. Rozpakowuję moją kanapkę longera i po chwili wgryzam się w nią. Mijają kolejne minuty, a ja niczym się w końcu nie muszę przejmować, znalazłam pracę, na razie mieszkam w hotelu, może nie najlepszym, ale zawsze coś. Jutro zacznę szukać jakiegoś miejsca gdzie mogłabym zamieszkać. Może nawet odwiedzę fryzjera i udam się zrobić w końcu tatuaż, o którym zawsze marzyłam. Po zjedzeniu dwóch longerów i jednej dużej porcji frytek jestem pełna. Butelka wody, która jest w tym momencie pełna po chwili zostaje pusta. Siedzę tak jeszcze z około pięć minut rozmyślając o nowym życiu. Po chwili wychodzę z fast food'u i udaję się w stronę hotelu.





 Mam nadzieję, że się podoba. Następny dodam szybciej bo mam pomysł na niego nie tak jak na poprzedni, gdzie w ogóle nie było dialogów. :)

wtorek, 16 września 2014

Rozdział 3

Rozdział 3

Odpoczynek czy harówka?

 Wyszła, nie ma jej, a wraz z nią on, jej nowy facet. Oczywiście dostałam listę z rzeczami, które mam zrobić, na moje nieszczęście jest to cała dwustronnie zapełniona kartka a4, pisana chyba najmniejszą czcionką na świecie. Od samego patrzenia na nią bolą mnie oczy. Jest dopiero 6 rano, a ja nie śpię i to w dodatku w sobotę. Chciałabym skakać z radości, powypisywać wiadomości do znajomych o wolnej chacie, ale nic takiego nie będzie, bo ja ich nie mam. Taka prawda. Smutna ruszam do mojego pokoju, będąc w nim od razu kładę się w już zimnej, ale za to puszystej kołdrze. Moja głowa opada na poduszkę, próbuję nie myśleć o niczym i po chwili zasypiam.

 Budzę się po paru godzinach, wypoczęta, po raz pierwszy od dawna udało mi się wyspać. Leżąc tak w łóżku przykryta ciepłą kołdrą postanawiam wstać i udać się do łazienki, aby wziąć relaksującą kąpiel. Jak postanowiłam tak zrobiłam. Chwilę później stałam pod ciepłą lecącą wodą z słuchawki prysznica. Moje całe ciało przez chwilę przykryte było puszystą kremową białą pianą o zapachu migdałów z miodem. Włosy, które znajdowały się w koku, zaczęły z niego wypadać. Chcąc nie chcąc musiałam skończyć tą przyjemność jaką dawał mi prysznic. Odprężona leniwie wychodzę spod prysznica.

 Wychodzę z łazienki w samym ręczniku, z tego całego szczęścia zapomniałam zabrać bielizny. Z głupim uśmiechem podchodzę do komody, gdzie trzymam osobiste rzeczy jakim jest moja bielizna, wyciągam jeden czysty komplet, a następnie ubieram go w łazience.

 Spoglądam już trzeci raz na zapisaną kartkę i sporządzam plan idealny, który ma na celu spełnienia życzeń mojej matki tak, abym miała coś na każdy dzień. Na początek postanawiam posprzątać pokój mojej rodzicielki, jej łazienkę i zrobić pranie.

 Wchodząc do jej pokoju jestem szczęśliwa, ponieważ nie ma tutaj zbytnio co robić, wystarczy odkurzyć i powycierać kurze. W łazience to samo, ale spraniem jest gorzej, ponieważ przez ostatni tydzień nie miałam na to czasu, to się trochę uzbierało. Jestem szczęśliwa gdy widzę dwie pralki, które wyglądają jak nowe, co prawda mają dopiero dwa lata, ale nadal są niezniszczone. Po segregowane ubrania wkładam do pralek, następnie wsypuję proszek i wlewam płyny w odpowiednie miejsca, po czym ustawiam je na odpowiedni program. Po kilku minutach wychodzę z łazienki po czym udaję się do kuchni aby zrobić szybki obiad, który składa się z frytek i z surówki. Niedługo po tym wyprane pranie rozwieszam w suszarni, która znajduje się w piwnicy.

 Nie wiedząc co ze sobą zrobić postanawiam przebrać się w strój kąpielowy. Ubrana w bikini z ręcznikiem na szyi udaję się na taras wcześniej sprawdzając czy brama i drzwi są szczelnie zamknięte. Będąc na tarasie rozciągam się, przymrużam oczy i myślę gdzie zostawiłam ostatnio moje okulary policyjne. Po krótkiej chwili przypominam sobie, a następnie idę po nie, przy okazji zabieram jeszcze telefon i krem do opalania. Wracając z powrotem wstępuję do kuchni po pepsi z kostkami lodu. Przyniesiony napój odkładam na stolik przy leżaku, tak samo jak okulary, telefon i krem, a ręcznik kładę na biały leżak.


 Nie smarując się wskakuję do basenu przez co jestem cała mokra, wypływam na powierzchnię po czym ręką ogarniam włosy, które znalazły się na mojej twarzy. Po chwili z uśmiechem pokonuję kilka razy długość basenu różnymi stylami wodnymi, począwszy od kraula skończywszy na piesku. Zmęczona wychodzę z wody, podchodzę do leżaka, a następnie kładę się na nim wcześniej układając sobie ręcznik pod głowę Leżąc na brzuchu przypominam sobie o kremie, którym chwilę później jestem wysmarowana. Spoglądając na telefon postanawiam włączyć piosenkę Davida Guetta'y - Lovers on the sun. Zrelaksowana nie wiem kiedy zasypiam.

 Po kilku dniach mam zrobioną prawie połowę listy z czego jest dumna, ponieważ najgorsze rzeczy już zrobiłam, na całe szczęście w szkole już tak bardzo się mnie nie czepiają, ponieważ wszyscy zaczynają się zabierać za naukę do matury. Uśmiecham się na myśl, że jestem osobą szybko zapamiętującą i dobrze się uczącą więc nie mam z nauką problemu i nie muszę siedzieć po nocach i się uczyć. Niestety nie wszyscy mają tak dobrze jak ja, moja cudowna elita szkolna, która składa się z większości ostatniej klasy, ślęczą w szkole do późnych godzin na dodatkowych lekcjach. Nie powiem gdybym to miała być ja nigdy nie zrobiłabym listy pozostawionej przez moją rodzicielkę, a pro po mojej matki, nie odezwała się do mnie od wyjazdu. Nie powiem jest mi trochę smutno, ale głównie mam to gdzieś, w końcu ona też ma mnie gdzieś.





 Przepraszam, naprawdę przepraszam, ale teraz nie mam zbytnio kiedy pisać, ostatnia klasa technikum niedawno mi się zaczęła. Dodatkowe lekcje z przedmiotów maturalnych, mnóstwo sprawdzianów jak i kartkówek, do tego jeszcze muszę zastanowić się jaki temat wybiorę na prezentację, organizacja studniówki i inne mniej czasem więcej ważnych drobiazgów. Gdy tylko znajduję czas myślę o WAS, dodatkowo straciłam wenę na dwa tygodnie i tylko czekam na jej powrót Przepraszam za jakiekolwiek błędy językowe, ale nie sprawdzałam w ogóle tego rozdziału.

środa, 2 lipca 2014

Rozdział 2

Nowo poznany

 Od ponad 20 minut leżę na łóżku i wpatruję się w sufit. Przez słuchawki leci jedna z piosenek Ed'a Sheeran'a jednego z najlepszych muzyków, który ma talent, a nie tak jak inni wygląd i nadzianych rodziców. Jego słowa z piosenek przemawiają do mnie. Jego głos jest piękny, wręcz perfekcyjny. Niestety wszystko co dobre szybko się kończy i w moich słuchawkach wydobywa się znienawidzona przeze mnie piosenka Call Me Maybe. Szybko przełączam ją, a następnie włączam Britney Spears - Everytime.
 - O kurwa - szepczę kiedy przez przypadek zauważam, która już godzina.
 Szybkim ruchem podnoszę się z łóżka, a następnie wręcz wyrywam słuchawki z uszu, po czym rzucam je z telefonem na łóżko. Chwilę później zbiegam ze schodów i wbiegam do kuchni, w której pierwsze co robię to sprawdzam czy jest może paczka makaronu do spaghetti. Gdy moim oczom ukazuje się ona, moja twarz od razu robi się weselsza. Wyciągam ją, a następnie kładę na blat i ruszam w poszukiwaniu garnków oraz składników do sosu.
 Po pól godzinie wszystko ułożone jest na stole, a mojej matki jeszcze nie ma. Spoglądam na zegarek, który wskazuje, że jest już godzina 16:28. Odwracam głowę w stronę okna, a moim oczom ukazuje się parkujący samochód Jennifer na podjeździe przed domem. Minutę później kobieta wchodzi do domu.
 - Dzień dobry matko - witam się, a ta tylko na mnie spogląda.
 Nie chcąc już na nią patrzeć postanawiam nałożyć dla siebie i mojej rodzicielki po porcji makaronu z sosem meksykańskim. Jeden z talerzy zanoszę do jadalni gdzie siedzi Jennifer, a drugi pozostawiam w kuchni gdzie zjem w samotności i spokoju obiad. Wycofując się do kuchni przystaję na głos mojej matki, która niszczy mój plan na spokojnie zjedzony posiłek.
 - Przyszykuj jeszcze jeden talerz, za minutę powinien pojawić się mój chłopak. Zjesz z nami - oznajmia kobieta głosem nie znoszącym sprzeciwu.
- Dobrze - odpowiadam tylko po czym idę do kuchni gdzie szykuję dodatkowo talerz z jedzeniem.
 Gdy wszystko stoi już w jadalni razem z winem i dwoma lampkami, które uszykowała moja matka do drzwi ktoś puka. Już miałam wstać do drzwi, ale zatrzymała mnie matka. Zdziwiona rozszerzyłam maksymalnie oczy. Pierwszy raz od ponad kilku lat nie karze mi iść otworzyć drzwi, nawet jak bywałam chora nie litowała się nade mną. Widać, ze chce zrobić dobre wrażenie na swoim nowym chłopaku. Zamyślona nawet nie zauważyłam kiedy wysoki i bardzo przystojny mężczyzna z moją matką weszli do jadalni. Wstałam na równe nogi, a następnie zostałam przedstawiona jak dotąd nieznajomemu.
 - Jonathan poznaj moją córkę Clarie, kochanie poznaj mojego chłopaka John'a - przedstawiła nas sobie matka i nawet nazwała mnie kochanie.
- Miło mi pana poznać - oznajmiłam.
- Jakiego pana jestem John - powiedział z uśmiechem na ustach. Jego uśmiech był tak szeroki, że aż sama się uśmiechnęłam. Tak ja Clarie Amanda Frey po raz pierwszy od jakiegoś czasu się uśmiecham.
 W trakcie kolacji John zadawał mi mnóstwo pytań, na które odpowiadałam z uśmiechem. Ale gdy tylko wyszedł moja matka powróciła do "normalności" od razu kazała mi posprzątać twierdząc, że nadaję się tylko do tego. Po godzinie sprzątania byłam tak bardzo zmęczona, ledwo stałam na nogach. Idąc po schodach zgarnęłam śpiącego kota, który uwielbia spać na schodach. Wchodząc do pokoju kładę Puszka na moim łóżku, a ja następnie udaję się do komody po czystą bieliznę, z którą wchodzę do łazienki. Rozebrana do naga wchodzę do kabiny prysznicowej gdzie biorę szybki prysznic. Nie tracąc zbytnio czasu wyłączam ciepłą wodę i sięgam po puchowy kremowy ręcznik. Suchą i czystą skórę balsamuję moim ulubionym balsamem do ciała o zapachu kakaa po czym zakładam białe bokserki i niebieską męską bluzkę, która sięga mi do połowy ud. Myję zęby, a następnie rozczesuję włosy i zaplatam je w warkocza na bok. Wychodząc z łazienki wrzucam dzisiejsze brudne ciuchy do kosza na brudy, zgaszam światło i ruszam do łóżka, w którym śpi już mój najlepszy przyjaciel kot.

 Minęło kilka dni od pamiętnej kolacji, na której poznałam nowego partnera mojej matki. Od tamtej pory widywałam Go co drugi dzień, a teraz jak się okazuje moja matka jedzie z nim na dwutygodniowe wakacje, po czym mężczyzna wprowadza się do Nas do domu. Gdyby nie to, że moja matka ma swoją własną firmę, w której pracują zaufani według niej ludzie to nigdzie by nie wyjeżdżała. Gdy tylko wrócą z wakacji wszystko się zmieni, ale nie wiem czy na lepsze. Może matka będzie dla mnie teraz milsza? Może John się zmieni i nie będzie tak miło? Nie wiem, wszystko okaże się za trzy tygodnie.
 - Clarie skup się, a nie siedzisz z głową w chmurach - moje rozmyślenia przerywa nauczycielka historii, która mnie uwielbia.
- Przepraszam już nie będę - odzywam się, a na sobie czuję spojrzenia całej klasy, która w obecnej chwili znowu zaczyna mnie obgadywać.
- Mam nadzieję - odpowiada pani Hills z uśmiechem i wraca do tłumaczenia, którejś z kolei wojny.
 Po powrocie ze szkoły zabieram się za robienie prania oraz obiadu, który zjem dzisiaj tylko z matką, jak się okazuje John miał pilne wezwanie do swojej firmy w Sheffield i nie będzie Go przez co najmniej 5 dni, po jego powrocie razem z matką wyjeżdżają na dwa tygodnie do ciepłej Hiszpanii dzięki czemu będę sama w domu. Życie w Wakefield jest dosyć ciężkie, zwłaszcza jeśli jest się takim popychadłem jak ja. Razem z matką mieszkam przy ulicy Beechwood Ave, do szkoły mam 3,2 mile czyli około 11 minut samochodem. Moja szkoła Outwood Grange Academy leży na West Yorkshire. Dodatkowo w szkole musimy nosić mundurki na całe szczęście płeć żeńska ma cztery wersje do wyboru. Pierwsza wersja: biała koszula, czarno-fioletowy krawat, czarna marynarka i czarne spodnie + buty na małym obcasie, druga: początek taki sam tylko duł się zmienia zamiast spodni czarna spódniczka do kolana w paski pionowe, dodatkowo rajstopy i buty na małym obcasie. Trzecia wersja mundurku jest bardzo podobna do drugiej, zmienia się jedynie marynarka na bezrękawnik czarny, natomiast ostatnia wersja podoba mi się najbardziej, jest również podobna do drugiej, ale zmienia się spódniczka, ta w wersji czwartej jest prosta, ale również do kolana. http://www.grange.outwood.com/uniform
 W mojej szkole jest pełno uzdolnionych dzieciaków, ale nie wszyscy mają talent, wystarczą pieniądze, żeby tu się dostać. Moim talentem w szkole jest malowanie, dosyć często zostaję po lekcjach, aby dokończyć moje według mnie gryzmoły. W szkole nikt nie wie, że śpiewam, nie chcę, żeby ludzie nagle zaczęli udawać moich przyjaciół. Ja po prostu nie potrzebuję fałszywej przyjaźni.

Przepraszam! Wiem mam małe opóźnienie, rozdział miałam dodać w niedzielę, ale musiałam zmienić końcówkę i dopiero teraz udało mi się ją napisać, dodatkowo szukałam jakieś miejscowości, w której mieszka główna bohaterka. Jak zauważyliście dodałam link do uniformów tzw. mundurków, które opisywałam. Bo bym zapomniała ta szkoła istnieje na prawdę i chodzi sie tam od 12-16 roku życia, a nasza bohaterka ma przecież 17, a już niedługo skończy 18, udajmy, że ta szkoła jest do 18 lat. :) To chyba wszystko co miałam Wam przekazać, jeśli czegoś bym zapomniała to pojawi się informacja po prawej stronie stronki w "Nowe opowiadanie" w razie jakichkolwiek pytań piszcie mi na asku www.ask.fm/Werka23
Mam nadzieję, że rozdział się Wam podoba, nie sprawdzałam błędów językowych!
Kocham Was, Werka

niedziela, 22 czerwca 2014

Rozdział 1

Popychadło

 Te same zniszczone ściany budynku, te same osoby spotykane na dość wąskim korytarzu, te same spojrzenia mówiące, że jestem nikim. Jak to się stało, że jestem popychadłem całej szkoły? Wystarczyło zajść za skórę najpopularniejszej uczennicy High School, a potem wszystko potoczyło się szybko i każdy mnie znienawidził bez żadnej przyczyny, w końcu najważniejsza jest Jessica.
 Wspomnienia znów wypełniają moją głowę, na nieszczęście te złe, które przeważają. Praktycznie co dzień zastanawiam się czy istnieje szansa na szczęście, choć maleńka, ale jak widać nie. 
 Gdzie się podziali moi rodzice, którzy poczęli mnie z miłości? Zniknęli, nie ma ich, po śmierci jednego z najważniejszych osób wszystko się zmieniło. Moja rodzicielka ma mnie gdzieś, umawia się z różnymi facetami. Już nie pamiętam kiedy powiedziała mi, że mnie kocha. Od jedenastu lat nic się nie zmieniło, uważa mnie za śmiecia, który jej przeszkadza.
 Bezpieczeństwo co to słowo oznacza? Z czym mi się to kojarzy? Nie wiem. Kiedyś w wieku 6 lat wiedziałam teraz już nie. Bezpieczna mogę być tylko w moim azylu, dla innych jest to zwykły pokój nastolatki, ale nie dla mnie. Tylko w nim mogę być sobą i tylko tam mogę śpiewać do woli nie bojąc się, że ktoś mnie wyśmieje. W prawdzie mój głos nie jest najlepszy, ale ludzie którzy mnie słuchają są zadowoleni. Choć nie widzą mojej twarzy i nie wiedzą kim jestem myślą, że jestem mega popularna co myli się z prawdą. Kilka razy słyszałam w szkole na korytarzach jak mówią o tajemniczej dziewczynie o nicku One Dream. Czemu taka nazwa? To proste moim jedynym marzeniem jest uciec stąd, nie musi to być koniec świata, ważne żeby uciec od tego zgiełku i koszmaru w jakim żyję. 
 - Clarie gdzie ty do cholery jesteś? - usłyszałam wrzask 42 letniej kobiety.
 - W pokoju, mamo - odkrzyknęłam ściszając głos.
 - Masz natychmiast zejść do kuchni i przygotować mi kolację! - krzyczy, a w moich oczach roją się łzy, którym nie pozwalam wypłynąć.
 Chciałabym być silna, chciałabym móc decydować o sobie sama, nie bojąc się tego, że mogę zostać wyśmiana co zdarza się co dzień. Niestety los się do mnie nie uśmiechnął i jestem dla wszystkich popychadłem.
 W końcu podniosłam się z parapetu i zeszłam do nowoczesnej kuchni, w której przebywa Jennifer Frey, kobieta, która mnie urodziła.
 - Co tak długo? Myślisz, że będę czekać na ciebie wiecznie? Niedorzeczność, jak wrócę to mam widzieć uszykowane kanapki z sałatą, pomidorem i szczypiorkiem oraz herbatę z jedną łyżeczką cukru. Zrozumiano? - mówi głosem nieznoszącym sprzeciwu.
 - Tak - odpowiadam ze smutkiem i bólem słyszanym w głosie.
 Nigdy nie lubiłam kiedy podnosiła na mnie głos, wręcz nienawidziłam tego. Można powiedzieć, że jestem służącą dla niej, dla mojej matki. 
 Rozmyślając nad sensem tego wszystkiego zagotowałam wodę na herbatę oraz wyjęłam wszystkie produkty potrzebne mi do zrobienia kolacji, dla mojej rodzicielki jak i dla siebie. Krojąc pomidora przez przypadek przejechałam nożem po moim palcu przez co syknęłam z bólu. Po chwili z palca zaczęła wypływać krew. Chcąc jak najszybciej się jej pozbyć odkręciłam kran i włożyłam pod zimną wodę rękę. Kilka sekund później polałam ranę wodą utlenioną i na sam koniec nakleiłam mały przezroczysty plaster, który wyjęłam z apteczki z szafki nad zlewem. Po schowaniu niepotrzebne rzeczy powróciłam do robienia kolacji. Po kilku minutach postawiłam na ciemnym blacie talerz z kanapkami oraz ulubiony kubek z herbatą mamy. Swoją kolację położyłam na srebrnej tacy, posprzątałam po sobie i następnie ruszyłam do swojego pokoju. Wchodząc po ciemno brązowych schodach minęłam się z rodzicielką. 
 - Kolację położyłam na stole w kuchni - szepnęłam na tyle, aby usłyszała. 
 Nie spodziewając się odpowiedzi przyspieszyłam przez co wylałam trochę herbaty na tacę. Zwinnym ruchem otworzyłam białe drzwi od mojego pokoju, a następnie weszłam do środka. W moim azylu, a dokładnie w rogu pokoju znajdowała się duża czarna szafa, w której pochowane są moje ubrania. Obok niej stoi regał z książkami, albumami na zdjęcia, w których większość jest wypełniona zdjęciami z okresu kiedy mój tata żył. Na dwóch z pięciu półek porozkładane są pamiątki, a także trzy zdjęcia oprawione w ramki. Na pierwszej fotografii znajduje się postać mężczyzny z dzieckiem, te zdjęcie zostało zrobione w dniu moich czwartych urodzin. Wtedy życie było beztroskie, nie tak jak teraz. W drugiej ramce widnieje dwóch dorosłych ludzi oraz ledwo co narodzona dziewczynka, fotografia ta została zrobiona gdy miałam ledwo trzy godziny. Dziwne było to , że od narodzi bardzo mało płakałam, wszystko zmieniło się wraz z śmiercią Jacoba Frey'a. W ten pamiętny dzień, dokładnie tydzień po moich szóstych urodzinach, zmarł człowiek, którego kochałam najbardziej na świecie, był moim idolem. To z nim śpiewałam, to on nauczył mnie wielu rzeczy. Bez niego jest mi ciężko. 
 Wspominałam tak o nim czując jak łzy spływają mi po policzkach. Tą ciszę wypełniło moje ciche westchnienie, powolutku nie spiesząc się ruszyłam w stronę biurka. Odwróciłam na chwilę swój wzrok i zawiesiłam go na trzeciej fotografii przedstawiającej moich rodziców, którzy kochali się nad życie.
 Nie chcąc by wspomnienia wypełniły moją głowę, odwróciłam wzrok i położyłam na biurku w rogu pomieszczenia tackę z moją dzisiejszą kolacją. Na ciemnym blacie biurka jak zwykle znajdowały się różne pozapisywane karki, długopisy niektóre powypisywane oraz laptop, którego kupiłam za swoje oszczędności. Moja matka dość często daje mi pieniądze bym tylko siedziała cicho i nie wtrącała się w nie swoje sprawy, nie są to jakieś małe sumki, bo 500 $ tygodniowo to jest dla mnie dużo. Nie jestem jakąś paniusią, która kupuje mnóstwo ciuchów czy też kosmetyków. Ja tego nie potrzebuję, wolałabym być biedna tylko po to by zaznać rodzicielskiej miłości. Niestety to są tylko marzenia. Obok biurka stoi niska komoda z dwoma kwiatami w doniczkach, wewnątrz mebla znajduje się około stu filmów, których większość nigdy nie widziałam. Około pół metra wyżej wisi 32 calowy telewizor, w którym najczęściej lecą piosenki puszczane z różnych kanałów muzycznych oraz wiadomości nadawane z kanału CNN. Na przeciwko drzwi znajduje się dość duże okno, zaś na parapecie poukładane są kolorowe poduszki, na których codziennie siedzę wpatrując się w widoki za oknem. Po lewej stronie, w narożniku znajduje się dwuosobowe łóżko, z jasną pościelą w przeróżne wzorki, natomiast po prawej stronie tam gdzie biurko i komoda z telewizorem na ścianie położona jest czerwona gitara, którą kupiłam sobie na 13 urodziny. Podłoga wyłożona jest ciemnymi panelami co dobrze kontrastuje się z jasnymi ścianami pokoju.
 Z opuchniętymi oczami siadam na obrotowym czarnym fotelu i rozpoczynam swoją kolację. Po kilku minutach udało mi się zjeść jedną kanapkę posmarowaną masłem, a na tym ułożony był plasterek żółtego sera z ketchupem. Chcąc umilić sobie posiłek włączam laptopa. Chwilę później uruchamia się urządzenie. Na pulpicie od razu ukazuje się zdjęcie z okresu gdy miałam pięć lat. Owa fotografia była zrobiona w mojej ulubionej stadninie koni, ostatni raz tam byłam z tatą przed moimi szóstymi urodzinami. Później po śmierci mojego rodziciela nie jeździłam tam. Matka wtedy załamała się i zaczęła jeszcze więcej pracować zostawiając mnie na długie godziny w przedszkolu. Po kilku latach otrząsnęła się ze śmierci jej męża i zaczęła spotykać się z innymi mężczyznami. Teraz gdy mam te siedemnaście lat widzę, że specjalnie nie spędzała ze mną czasu tylko chciała szybciej zapomnieć jak widać udało jej się to.
 - Wychodzę! - nagły krzyk mojej matki wybudził mnie z zamyślenia.
 Na zegarze wybiła godzina 0:00, a ja nadal nie mogę zasnąć. Wszystko to spowodowane jest tym, że właśnie zaczął się poniedziałek. Za dziewięć godzin znowu spotkam ich, znowu będą się ze mnie śmiać. Czy kiedykolwiek uda mi się zmienić swoje życie? Wątpię. W końcu od zawsze i na zawsze będę popychadłem.


Pierwszy rozdział napisany i dodany. Mam nadzieję, że Wam się spodoba, kolejny pojawi się już za tydzień. Przepraszam, że dopiero w przyszłym tygodniu Go dodam, ale jak na razie mam napisaną jedną część, a druga jeszcze się produkuje. Jeśli chcecie wiedzieć coś więcej o drugim rozdziale piszcie do mnie na ask'u www.ask.fm/Werka23 oraz komentuje tutaj. To wiele dla mnie znaczy. 
Ps. Pomożecie mi wypromować bloga?
Werka ♥

sobota, 21 czerwca 2014

:( Bohaterowie notka wcześniej.


Bohaterowie + prolog

 Bohaterowie
Clarie Amanda Frey
(Jade Amelia Thirlwall)

Czy kiedykolwiek będę jeszcze szczęśliwa? Chcę uciec, uciec stąd jak najdalej... Nie proszę o wiele... Ja chcę tylko zacząć się uśmiechać. Jestem na to wszystko za słaba. Nie potrafię, ja po prostu ja...

Liam James Payne

Zakład? Czemu nie. To będzie zabawne. Też mam uczucia! Myślisz, że jesteś pępkiem świata? Otóż nie... Są rzeczy ważniejsze od Ciebie i twojej głupiej dumy. 

Megan Louise Ficker
(Ashley Benson)

Pomogę Ci, ale pamiętaj w życiu nic nie jest za darmo. Nie pamiętasz? Umawialiśmy się. Udawaj, że się nie znamy... Poznaj to jest Tom, on Ci pomoże..


Kylie Mila Street
(Perrie Louise Edwards)

Wpakowałaś się w niezłe kłopoty, ale pomogę Ci czego się nie robi dla znajomych. Znam ich i uwierz mi, nie jest tak jak oni mówią. Ich? Ty ich nie musisz się bać, chyba, że zaszłaś im za skórę. 


Tomas John Bicker
(Tyler Blackburn)

Nie interesuj się. Przy mnie jesteś bezpieczna... Mówiłem Ci suko żebyś się nie wtrącała, a ty olałaś moje słowa więc za to zapłacisz. Boisz się? 


Lucy Amanda Green
(Sasha Pieterse)

Jestem suką, która zaraz nakopie Ci tak, że się nie podniesiesz. Nie ma krwi nie ma żalu. Ale ty jesteś głupia. W niezłe bagno się w pakowałaś. Ona wie?

W pozostałych rolach
Jennifer Frey
David Adam Turnes
Zayn Javad Malik
Niall James Horan
Harry Edward Styles
Louis William Tomlinson
Luke Robert Hemmings
Calum Thomas Hood
Michael Gordon Cilfford
Ashton Fletcher Irwin
Leigh Anne Pinnock
Jesy Louise Nelson

* Nikt w opowiadaniu nie jest sławny. 

Prolog dla tych co nie widzieli
" Kiedyś nie odważyłabym się zrobić to co zamierzam, ale kiedyś już nie wróci. Przez wiele czasu zastanawiałam się nad tym i w końcu podjęłam decyzję. Czy słuszną to się okaże. Zmieniłam się. Już nie jestem taka jak kiedyś. 
Krucha" 

piątek, 20 czerwca 2014

Wow

Tak sobie postanowiłam sprawdzić statystki i wow myślałam, że moje wypociny czytają tylko ludzie z Polski a tu wielkie WOW.
Bohaterowie pojawią się już jutro :)
Ps. Jak Wam się podoba nowy wygląd?
Jeśli chcecie wiedzieć coś więcej piszcie mi na www.ask.fm/werka23
Werka ♥

czwartek, 19 czerwca 2014

Nowe opowiadanie?

To tak, część bohaterów już mam lecz potrzebuję młodych przystojnych bohaterów, którzy będą odzwierciedlać za pomocą swojego wyglądu moje, przepraszam nasze opowiadanie :) Bohaterów dodam w sobotę przed chrzcinami :) Propozycję możecie pisać tutaj bądź na moim ask'u http://ask.fm/Werka23
A bo bym zapomniała, możecie polecać moje nasze opowiadanie?
Werka ♥

niedziela, 15 czerwca 2014

Pod ostatnim postem nikt nie skomentował, na asku dostałam tylko jedno pytanie związane z nowym opowiadaniem, więc teraz nie wiem czy jest sens pisania go.

Ps. to jest jedyne pytanie: http://ask.fm/Werka23/answer/114537708183
Ps. 2 Jeśli chcecie się czegoś dowiedzieć piszcie pod tym postem bądź na moim ask'u: http://ask.fm/Werka23
Kocham Was Werka <3

niedziela, 8 czerwca 2014

Heeeeeeeeeeej

Heeeeeeeeeeeej Jest tu ktoś jeszcze?
Jeśli tak to mam do Was pytanko czytalibyście może mojego nowego bloga? Jeszcze nie wiem o kim będzie, ale jeśli chcecie czegoś więcej się dowiedzieć to pytajcie mnie na moim ask'u http://ask.fm/Werka23
Ps. Mam dla Was prolog na zachętę :)
 " Kiedyś nie odważyłabym się zrobić to co zamierzam, ale kiedyś już nie wróci. Przez wiele czasu zastanawiałam się nad tym i w końcu podjęłam decyzję. Czy słuszną to się okaże. Zmieniłam się. Już nie jestem taka jak kiedyś. 
Krucha" 
Werkaaaa, Kocham Was! ♥

sobota, 16 listopada 2013

Epilog

Epilog

 Od mojej przeprowadzki do NY minęło pół roku, od tamtego czasu pracuję jako barmanka w K26 w weekendy, a od poniedziałku do piątku chodzę normalnie do szkoły, dokładnie to do 3 klasy liceum. Od zapoznania się z Mike'm, aż do teraz staliśmy się bliskimi przyjaciółmi, nawet mieszkamy razem! Cieszę się, że jesteśmy przyjaciółmi, ale wolałabym abyśmy stali się kimś więcej. Kocham Go, ale on niestety uważa mnie za swoją tylko i wyłącznie przyjaciółkę.
 Od mojego wyjazdu nikt z Londynu się do mnie nie odezwał nawet moje rodzeństwo. Chodź mam nadal stary numer telefonu oraz wszystkie konta społecznościowe, na które wchodzę codziennie, to i tak nikt nie pisze. Czasem chciałabym sama zrobić pierwszy krok, ale boję się, że mnie oleją, chociaż już to zrobili. Chyba muszę przestać się tym zamartwiać, w końcu przerwa zaraz mi się skończy w pracy.
 Właśnie, a pro po pracy, to znalazłam jeszcze jedną, mianowicie po szkole do wieczora pracuję jako kelnerka w nie za dużej restauracji w centrum, do którego mam bardzo blisko. Mike również znalazł sobie dodatkową robotę w sklepie muzycznym, w końcu on już skończył szkołę. Właśnie, wy nie znacie Mike'a, co za gapa ze mnie. Chłopak ten ma dwadzieścia lat i jest starszy ode mnie tylko o dwa lata! Jego kasztanowe włosy obcięte na jeża oraz brązowe oczy dodają mu uroku, a kiedy się uśmiechnie w jego policzkach ukazują się nie za duże dołeczki.


 Co powiesz na małą kawę dzisiaj po pracy? - Mike :*

Chętnie, przyjdziesz po mnie? - Vera :*

Pewnie, za godzinkę będę - Mike :*

15.12.13 Wieczór


  Jestem taka szczęśliwa! Jones zapytał mi się czy zostanę jego dziewczyną! Oczywiście się zgodziłam. Właśnie spacerujemy trzymając się za rękę po central parku, a śnieg zaczyna prużyć. Nasze policzki są całe czerwone od zimna, ale my nic sobie z tym nie robimy, dla nas liczy się tylko ta chwila. Nigdy nawet nie pomyślałabym sobie, że on poprosi mnie o chodzenie, przecież zna moją całą przeszłość, wie że byłam w gangu. Mike'a to jednak nie obchodzi ponieważ to są według niego stare dzieje.

 Pół roku później

 Dzisiaj zakończenie roku szkolnego! W końcu odpocznę od nauczycieli, których już nigdy więcej nie zobaczę! Razem z moją klasą siedzimy w Starbucksie i pijemy różnego rodzaju kawy. Razem z dziewczynami rozmawiamy o mnie i moim chłopaku. Niestety naszą rozmowę przerywa moje wybiegnięcie do toalety w celu zwrócenia jedzenia i nie tylko. Kiedy kończę opróżniać żołądek Lucy podaje mi szklankę wody, abym mogła przepłukać jamę ustną.
 - Veronica wszystko w porządku? - pyta zmartwiona Darcy.
- Nie - odpowiadam siadając na ziemi.
- Ronnie, a czy zdarzały Ci się wcześniej wymioty? - pytanie Meggie przerwało chwilową ciszę.
- Tak - mruknęłam zestresowana.
- Spóźnia Ci się okres? - wypytywała Lucy.
- Tak - potwierdziłam.
- Sophie leć szybko do apteki po testy - rzuciła Darcy do blondynki.
- Dobra, czekajcie tutaj - Sophie podniosła się i razem z Meg wyszły z łazienki.

 Kilka dni minęło od zrobienia testu, z którego okazało się, że jestem w ciąży. Tego samego dnia powiedziałam o tym Mik'owi, który ku mojemu zdziwieniu był szczęśliwy. Wczoraj poszłam na umówioną wizytę do ginekologa, który tylko potwierdził test oraz oznajmił nam, że jestem w drugim miesiącu ciąży. Nie powiem byliśmy bardzo zdziwieni. Nie chcąc narażać dziecka zwolniłam się z pracy jako barmanka i teraz jestem zatrudniona tylko jako kelnerka. Mój szef wie o wszystkim, sam zaproponował mi abym pracowała do kiedy tylko będę mogła. Nie powiem ucieszyłam się i to bardzo.

 3 miesiące później

 Będziemy mieli chłopca! Tak się cieszymy, właśnie oznajmiliśmy to rodzicom mojego chłopaka, którzy ucieszyli się na tą wiadomość. Ogólnie państwo Jones znam już od roku, poznałam ich w sumie to przez przypadek. Po prostu raz wróciłam wcześniej do domu ze szkoły i się poznaliśmy. Rodzice Mike'a są bardzo mili, wiedzą o mnie dość dużo, nie potępiają mnie i troszczą się o mnie jak o własną córkę. Naprawdę cieszę się, że poznałam ich, ponieważ mogę poczuć chociaż trochę miłości rodzicielskiej. Nasi znajomi również wiedzą, że spodziewamy się chłopczyka i postanowili wpaść dzisiaj do Nas. Razem z moim chłopakiem przyszykujemy przekąski na ich przyjście!

 Minął rok, od poznania płci, a osiem równych miesięcy od narodzin Tomas'a, którego przezywamy Tommo. Nasz synek jest bardzo rozpieszczany przez multum cioć i wujków oraz przez jedynych dziadków. Rodzicami chrzestnymi zostali Lucy z mojej byłej klasy oraz Sam ze sklepu muzycznego, do którego kieruję się z moim synkiem. Mój maluszek przez całą drogę śpi w wózku co jest codziennością.
 Wrześniowy wiaterek leciutko powiewa, a ciepłe powietrze zaskakuje Nas gdy tylko wchodzę pchając wózek do tak dobrze znanego mi sklepu. Wzrokiem odszukuję Mike'a, który stoi razem z Black'iem przy instrumentach strunowych. Wózek zostawiam na przodzie sklepu, a Tomas'a wyciągam i biorę go w ramiona. Podchodzę do chłopaków, witam się z Sam'em, który cieszy się na nas widok i porywa w swoje ramiona mojego synka.
 - Cześć skarbie - wita mnie mój chłopak muskając swoimi ustami moje wargi.
- Cześć kochanie - odpowiadam z uśmiechem na ustach.
- Veronica, wiesz, że znamy się od przeszło dwóch lat, wiesz również o tym, że kocham Cię najmocniej na świecie i zrobiłbym dla Ciebie wszystko. Nasz synek jest owocem naszej miłości i pytam się Ciebie. Wyjdziesz za mnie? - wypowiedź Mike'a, który klęczy szokuje mnie, jego wyraz twarzy oczekuje mojej odpowiedzi, ale ja nie wiem co powiedzieć.
 - Tak - szepczę w końcu, a chłopak zakłada mi na palec pierścionek zaręczynowy, a następnie podnosi się i całuje mnie w usta.
 W tym samym momencie słychać brawa i wiwaty ze strony personelu oraz wejście kilku osób do środka pomieszczenia.
 - Niall powiedz Nam po co ci kolejna gitara? - znajomy głos wydobywa się ze strony wejścia.
 Delikatnie odwracam głowę, a moim oczom ukazuje się zespół 1D, Sam podaje mi mojego syna, a sam kieruje się do nich z pytaniem czy może w czymś pomóc.
 - Chciałbym kupić nową gitarę akustyczną - odzywa się blondynek, na co mój przyjaciel kiwa głową i mówi, aby poszli za nim.
 Kilka sekund później chłopacy stoją przy Nas, a ich oczy wyrażają zszokowanie oraz szczęście.
 - Ronnie! - krzyczą wszyscy na raz, a mój narzeczony oplata swoimi dłońmi mój brzuch.

 Ten dzień był bardzo dziwny, zespół dowiedział się czemu wyjechałam, co tam u mnie oraz poznali mojego narzeczonego, awww jak to cudownie brzmi oraz naszego synka Tomas'a. Natomiast ja dowiedziałam się, że chłopacy kiedy wrócili przyjechali do mojego byłego domu, a tam okazało się, że zamieszkują ten dom od połowy lipca jakieś starsze małżeństwo z psem. Nie powiem zdziwiło mnie to, ale to teraz nie jest ważne, liczy się tylko ta chwila. Ja, Mike i Tomas.


-*-
Hejjj! Wiem, że pisałam, że prawdopodobnie będzie 30 rozdziałów, ale postanowiłam to zakończyć już teraz. 
Dziękuję Kamie, która cały czas była ze mną. Asiulkowi, Anicie, Marry Rubens, Adriannie Payne'owej oraz innym za czytanie moich bzdur. W tym momencie żegnam Was epilogiem, ale wiedźcie, że mam jeszcze 3 inne opowiadania do skończenia! Wczoraj udało mi się dodać rozdział na Life is brutal :/  oraz na Kłamstwa z 1d . Zapraszam jeszcze na Nigdy nie mów nigdy, ale... .
A teraz do zobaczenia!
Paaa! 
Kocham Was!
<3
Werka

piątek, 15 listopada 2013

Rozdział 26

Rozdział 26

 Wrzucając wszystkie swoje rzeczy do walizek, nawet nie zauważyłam łez, które spływają po moich policzkach. Nie wierząc, że to wszystko tak się potoczyło, postanowiłam stąd zniknąć, przecież nic mnie tu już nie trzyma. Rose z zespołem pojechali w trasę koncertową po Europie i Australii. Moje rodzeństwo pogodziło się już, że wyprowadzam się do Bidga, tylko nie wiedzą, że moje plany się zmieniły i ich nie ma w domu. Lukas i Victoria obecnie razem ze znajomymi udali się nad ocean i wypoczywają, a ja właśnie dzwonię po taksówkę, która zawiezie mnie na lotnisko. Zapinając walizkę rozejrzałam się po całym pokoju. Kilka minut później przyjechała moja taksówka, więc postanowiłam znieść moje bagaże na dół. Nie rozglądając się po mieszkaniu, wyniosłam bagaże przed dom, zakluczyłam go, a następnie udałam do samochodu, gdzie przy pomocy starszego pana włożyłam swoje rzeczy do bagażnika.
 - Na lotnisko poproszę - powiedziałam wsiadając do samochodu na co mężczyzna skinął lekko głową.
Ostatni raz rozejrzałam się po mojej okolicy po czym ruszyliśmy, po drodze oglądałam widoki zza okna jakie ukazuje przepiękny Londyn. Miasto, które przez ostatni czas był moim domem, a teraz pozostanie tylko w pamięci i wspomnieniach tak jak Sheffield. Oba miasta mają dla mnie jakieś znaczenie, może Londyn nie tak jak Sheffield miejsce moich narodzin, dzieciństwa, życia nastolatki oraz śmierci rodziców, ale to w tym mieście poznałam dużą liczbę ludzi.
 - Już jesteśmy - głos taksówkarza wybudził mnie z rozmyślań.
- Dziękuję ile płacę? - pytam wyciągając portfel z torebki.
- 15 funtów - odzywa się, a ja daję mu wyznaczoną kwotę.
 Wysiadamy z auta, a następnie mężczyzna podaje mi moje bagaże, dziękuję mu jeszcze raz i ruszam do środka. Wchodząc na lotnisko można zauważyć mnóstwo ludzi pędzących do wyjścia oraz wejścia na odprawę. Idąc do kasy nawet nie wiedziałam gdzie chcę wylecieć. Stojąc w kolejce zauważyłam, że najwcześniej wylatuje samolot do NY oraz do Hiszpanii.
 - Dzień dobry w czym mogę pomóc - pyta mnie się kobieta stojąca za ladą.
- Dzień dobry poproszę bilet do Nowego Yorku - mówię po raz kolejny szukając w torebce portfela.
- W jakiej chciałaby pani siedzieć klasie? - kolejne pytanie, a w moje ręce trafia portfel.
- Może być w ekonomicznej - odpowiadam.
- Dobrze rozumiem, że bagaż również mam wliczyć? - pyta na co kiwam głową. - Ile ma pani walizek?
- Dwie główne oraz jedna podręczna torba - odpowiadam.
- Dobrze to będzie 178 funtów - mówi na co ja od razu daję jej pieniądze.
 Chwilę później oddaję główne bagaże i idę z torbą podręczną do kantora, aby wymienić kasę. Po kilku minutach w moim portfelu znajdują się dolary, a ja udaję się na odprawę. Przed wejściem do samolotu udaję się jeszcze do toalety, gdzie przeglądam się w lustrze, a następnie wsiadam do maszyny.

 *9 godzin później*

 Zaspana wysiadam z maszyny i razem z pasażerami lotu idę po bagaże, które bardzo szybko lądują na taśmie, chwilę czekam, aż moje walizki ukazują się. Kiedy w moje ręce trafiają moje bagaże czuję się jakbym rozpoczęła nowe życie, chociaż wiem, że tak na prawdę uciekłam. Wsiadając do nowojorskiej taksówki, proszę o zawiezienie mnie do nie za drogiego hotelu, gdzie mogłabym się zatrzymać.

 *Kilka dni później*

 Mój telefon milczy z czego jestem po części szczęśliwa, a z drugiej zasmucona. Chcąc się jakoś rozerwać udaję się do jednego z tutejszych klubów. Wchodząc do K26 zauważam na drzwiach, że poszukują kelnerki/barmanki. Z szansą na zatrudnienie wchodzę do środka, a następnie udaję się do baru, gdzie zauważam dużą grupkę ludzi. Przeciskając się przez klubowiczów w końcu opieram się o blat, kilka sekund później przede mną staje kelner.
 - Co podać? - pyta patrząc na mnie.
- Hej, mam pytanie z waszą ofertą pracy jako kelnerka/barmanka - oznajmiam mu siadając na jednym z kilku stołków barowych.
- Tak? Jesteś zainteresowana? - kolejne pytanie wychodzi z jego ust.
- Tak, chciałabym się zgłosić, bo w sumie to potrzebuję teraz pracy - mówię mu, na co ten pokazuje aby stanęła obok niego oczywiście po drugiej stronie baru.
- Dobra więc teraz zrobię Ci szybki kurs jako barmanka okey?
- Ok
- Chodź ze mną - mówi, a następnie idziemy do jednego z klientów. - Co podać?
- Cuba Libre oraz Margaritę - odpowiada mu mężczyzna.
- Dobra ... e jak masz na imię? - pyta tym razem mnie.
- Veronica, ale mówią mi Ronnie - mówię patrząc na niego.
- Ok, ja jestem Mike, a więc tutaj są wszystkie przepisy na drinki, jak się je robi i ogólnie reszta. Pokażę Ci kilka jak je przygotować, a następnie ty zajmiesz się swoimi ok?
- Ok.
 Po kilku pozach wiem co i jak, sama właśnie robiłam krwawą Mary, za którą zostałam pochwalona. Właśnie rozmawiałam z moim nowym szefem, który poinformował mnie o moich godzinach pracy oraz o zarobkach, nie powiem, 7, a nieraz 11 $ na godzinę nie jest tak źle jak na pracę barmanki. Przy okazji powiedziałam Mikowi, że poszukuję mieszkania, a chłopak od razu oznajmił mi, że jego znajomy chce się wyprowadzić i jakby co to może z nim porozmawiać jeśli chciałabym się wprowadzić.

 -*-
 Tak się właśnie zastanawiam ile jeszcze będę pisać tego bloga i dochodzę do wniosku, że chyba skończę na 30, ale to jeszcze nic nie wiadomego!
Komentujcie!
Werka <3

wtorek, 12 listopada 2013

Rozdział 25

Rozdział 25

*Dwa tygodnie później*

 15.06.2013

 - Pamiętaj jakby coś się działo to od razu przyjeżdżaj do szpitala i to bez gadania zrozumiano? - od ponad 30 minut wysłuchuję co powinnam, a co nie powinnam robić, jak o siebie dbać i tym podobne rzeczy od doktora Greyser'a.
 Niepewnie przystawałam z jednej nogi na drugą, cały czas patrząc w jego oczy. Nie powiem przystojny on jest, jego uroda mnie onieśmiela przez co czuję się nie pewnie. Jego brązowe oczu, wpatrywały się w moje niebieskie.
 - Nie słuchasz mnie, prawda? - zapytał zakładając ręce na klatce piersiowej po krótkiej chwili ciszy.
- Yyy wybacz, ale prawdę mówiąc nie słuchałam Cię po pierwszych 5 minutach - przyznałam się nadal patrząc wprost na niego.
- I co ja mam z tobą zrobić? - zapytał sam siebie udając pogniewanego, ale jego oczy go zdradziły.
- Dać wypis i powiedzieć, że nie masz zamiaru widywać mnie tylko w szpitalu - podpowiedziałam uśmiechając się szeroko na co doktor pokręcił głową z rozbawieniem.
- Och Veronica, oszczędzaj jeszcze siły, a jakby coś się działo od razu dzwoń lub przyjeżdżaj do szpitala - powiedział podając mi swoją wizytówkę oraz mój wypis, na co uśmiechnęłam się jeszcze szerzej.
- Do widzenia doktorku - pożegnałam się zbierając torbę z moimi rzeczami oraz kurtkę jesienną.
- Do widzenia Ronnie - pożegnał się otwierając drzwi i przepuścił mnie w nich.
 Skinęłam mu w podzięce głową, a następnie ruszyłam do wyjścia. Po drodze spotkałam mojego brata, który zabrał mi moją torbę, chociaż ja nie chciałam mu jej dać. Przecież wiadome to było, że Lukas będzie zgrywać rolę starszego i troszczącego się o młodszą siostrę, braciszka. Szkoda tylko, że ja wiem jaki on jest, nie mam jeszcze z głową abym mu zaufała w pełni, przecież na takie zaufanie trzeba trochę popracować.
 - Zawieś mnie do moich przyjaciół, do mojego domu - powiedziałam kiedy wsiedliśmy do samochodu.
- Przecież jedziemy do domu - odpowiedział zbity z tropu.
- Nie, to jest Twój i Victorii dom, a nie mój - rzuciłam zdenerwowana wpatrując się w niego na co on popatrzył na mnie groźnie i odpalił auto, wrzucając po chwili drugi bieg.
- Jedziemy do Naszego domu, a i masz zakaz spotykania się z nimi wszystkimi - powiedział uśmiechają się do mnie chamsko.
- Nie masz prawa! - krzyknęłam.
- Otóż mam, jesteś pod moją opieką, dopóki nie skończysz 18 lat - słowa, które wypowiedział już nie zrobiły na mnie jakiegoś wielkiego wrażenia.
- Dla twojej wiadomość za kilka dni będę pełnoletnia więc nic mi już nie będziesz mógł zrobić - odpowiedziałam uśmiechając się do niego chamsko.
 Dwadzieścia minut siedzenia w ciszy był dla moich uszu lekiem. Wysiadając z auta, usłyszałam jak zdenerwowany Lukas trzaska drzwiami. Nie przejmując się tym, udałam się do wejścia, a następnie weszłam do środka domu i pobiegłam schodami do mojego pokoju.


  *Dwa tygodnie później*

 Impreza urodzinowa wyszła świetnie, razem z moimi znajomymi poszliśmy do klubu, w którym poznałam się z Rose. Teraz właśnie pakuję się, ponieważ tak jak mówiłam mam zamiar spędzać czas z gangiem. Nagle rozdzwonił się telefon przez co musiałam odłożyć moją koszulkę na bok.
 - Tak? - zapytałam zaraz po odebraniu.
- Musimy się spotkać, przyjdź do Nas jak najprędzej - głos Josh'a wydobył się z słuchawki.
- Dobrze - odpowiedziałam szybko, a następnie rozłączyłam się mówiąc, że wychodzę.
 Zbierając małą torebkę do której włożyłam telefon oraz klucze, które już niedługo nie będą mi potrzebne, udałam się na dół gdzie założyłam buty i ruszyłam szybkim krokiem do domu Bidga. Po dwudziestu minutach nawet nie pukając weszłam do środka, a tam zauważyłam jak wszyscy siedzą w ciszy w salonie.
 - Co jest? - zapytałam zdziwiona ciszą panującą w pomieszczeniu.
- Veronica tylko spokojnie - ciszę przerwała Melanii spoglądając niepewnie na mnie.
- Jak na razie jestem spokojna - powiedziałam świdrując ją wzrokiem.
- Chodzi o to, że nie możesz być z nami w gangu - słowa Josha wydobyły się tak nagle.
- Co?! - krzyknęłam zszokowana oraz wściekła.
- Masz rodzinę, przyjaciół, nie trać tego kim jesteś na jakiś głupi gang! - tym razem krzyknął Kevin, który nie powiem, ale był smutny.
- Nie chcecie mnie tylko i wyłącznie dla tego, że niby mogę mieć jakąś przyszłość? - pytam, na co wszyscy kiwają mi potakująco głową.
- Nie wiedziałam, że możecie zrobić mi coś takiego. Wiecie co? Nienawidzę Was, myślałam, że jestem jedną z Was, że jednak ktoś chce być ze mną, ale jak zwykle się pomyliłam. Spadam stąd nic tu po mnie - nie wierząc, że to wszystko jest prawdą powoli wycofywałam się.
- My to robimy dla twojego dobra! - krzyknął Alex, kiedy zniknęłam za drzwiami salonu.
- Dla mojego dobra! Gdybyście robili to dla mojego dobra, to nigdy, ale to nigdy nie pozwolilibyście mi odejść! - krzyczę, a następnie wybiegam.

-*-
 W końcu już myślałam, że nigdy tego nie skończę.
Już pomału zbliża się koniec. Koniec wymyśliłam dzisiaj, tak nagle pomysł wpadł mi do głowy.
Werka <3

czwartek, 24 października 2013

Rozdział 24

Rozdział 24

 - Dzień dobry wszystkim, przepraszam, że przerywam, ale muszę porozmawiać z moją pacjentkom - do sali wszedł wysoki, całkiem młody mężczyzna ubrany w biały kitel.
- Dzień dobry - odpowiedzieliśmy wszyscy trochę nierównie.
- Nazywam się Adam Greyser i jestem twoim lekarzem - oznajmił podchodząc do łóżka, z którego wyjął karty moich badań.
- Doktorze kiedy będę mogła wrócić do domu? - zapytałam ciekawa spoglądając na niego, który w obecnej chwili przegląda moje wyniki z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
- Na obecną chwilę mogę tylko i wyłącznie powiedzieć, że obowiązkowo musisz tutaj leżeć minimum tydzień ze względu na przebytą operację. W tym czasie kiedy będziesz tutaj leżeć zrobimy kilka potrzebnych badań. Z tego co widzę, przeżyłaś dwie godziny temu śmierć kliniczną co jest zaskakujące zważając na tak młodą kobietę - mówił cały czas wpatrując się w kartę, ale na końcu spojrzał na mnie ze zmarszczonymi brwiami. - Boli Cię może coś? - zapytał podchodząc jeszcze bliżej.
- Głowa - odpowiadam krótko.
- Tutaj? - pyta dotykając palcami moje skronie na co ja kiwam przecząco głową. - A tutaj? - tym razem dotknął potylicy na co ja zajęczałam z bólu.
- Boli - szepczę z zamkniętymi oczami.
- Yhym, zaraz przyślę pielęgniarkę, aby dała Ci tabletki na ból, przyjdę wieczorem - powiedział pisząc coś na karcie badań, po zanotowaniu odłożył ją na swoje miejsce, a następnie ruszył do wyjścia.
- Do widzenia - mruknął mrugając do mnie okiem.
- Do widzenia - pożegnaliśmy się z lekarzem.
- Ciacho - odezwała się Yvonne zaraz po wyjściu doktora Greyser'a.
- Zgadzam się - rzuciła Melanii, podchodząc bliżej mojego obecnego trochę nie wygodnego łóżka.
- Ej - mruknął Josh patrząc się znacząco na dziewczynę.
- Ale nie takie jak ty kochanie - odpowiedziała Mel wprawiając Nas w wielkie zdziwienie.
- Co?! - wykrzyknęliśmy zszokowani patrząc raz na Nią, a raz na Niego.
 I w taki sposób dowiedzieliśmy się, że w Naszym gangu jest zakochana w sobie para. Kilka razy zauważyłam te tajemne uśmieszki kierowane do drugiej połówki, ale nigdy nie powiedziałabym, że są ze sobą już ponad dwa miesiące. Tak dwa miesiące, a nawet nie raczyli nam nic powiedzieć.
 W między czasie moją salę odwiedziła stara pielęgniarka, dała mi dwie tabletki, które popiłam zwykłą przegotowaną wodą. Po jej wyjściu chłopaki z 1D oraz Rose pojechali do domu, a moi znajomi z gangu pojechali załatwiać kolejne sprawy. Natomiast moja siostra z bratem zostali ze mną i teraz milczą spoglądając co jakiś czas na mnie. No nie powiem, zbytnio mi to nie przeszkadzało, ale jeśli teraz mają zgrywać wspaniałe rodzeństwo to mogą stąd wyjść.
 Nie wiem jak długo rozmyślałam, ale po jakimś czasie zapadłam w sen.

 Wszędzie jest ciemno, jestem sama w nieznanym mi miejscu, rozglądam się, ale nadal nie wiem gdzie jestem. Idę prosto, co jakiś czas zauważam nikłe światło w oddali. W pewnym momencie zatrzymuję się na jakimś opuszczonym osiedlu. No może nie całkiem opuszczonym, co jakiś czas słychać głosy szurania. Wystraszona postanawiam iść stąd jak najdalej, w pewnym momencie słyszę odgłos kroków za mną. Delikatnie odwracam się, a moim oczom ukazuje się osobnik w czarnym płaszczu z kapeluszem na głowie. Teraz już przerażona przyspieszam niezauważalnie kroku, ponownie odwracam się, ale widzę tylko mężczyznę, który jest coraz bliżej mnie. Chcąc go zgubić puszczam się biegiem, ale już po kilku minutach sprintu opadam z sił i coraz wolniej biegnę. Ponownie się odwracam, ale na szczęście nikogo już nie zauważam. Zwalniam do zwykłego chodu, mój wzrok kieruję na drogę przede mną. Wychodząc z zaułka czuję szarpnięcie, a następnie moje ciało odczuwa ból przez rzut na brudną ścianę. Otwieram oczy.
 - Myślałaś, że mi uciekniesz? - pytanie wychodzi z ust nieznajomego.
- Kim ty jesteś? - odpowiadam pytaniem na pytanie.
- Twoim koszmarem - mruczy przyciskając mnie jeszcze mocniej do ściany z cegieł.

 - Nieeeeee - wykrzyknęłam budząc się.

 Próbując uspokoić swój oddech dotknęłam rękoma moich policzków, które okazały się mokre. Płakałam, Ja Veronica Noris członkini gangu Didga płakałam. Z moich oczu lały się łzy przez jakiś głupi koszmar. Teraz to już nie wytrzymałam, wybuchłam śmiechem, to jest niezłe. Nie wierzę w siebie, najpierw płaczę, a następnie śmieję się. Jestem głupia.
 - Ze mną jest naprawdę źle - mruczę, a po chwili przybijam facepalm'a z mojej głupoty.
 Kładę się wygodnie, zamykam oczy i po chwili zasypiam.


~.~
Tak jak pisałam dodaję! 
Zapraszam również na moje inne blogi!
Najnowszy: Life is brutal :/ na którym pojawił się wczoraj 1 rozdział, a już w weekend zagości tam 2
Następnie: Kłamstwa z 1D obecnie rozdział się pisze
Kolejny to: Zagubiona niestety nie mam pomysłu na drugą część rozdziału 10 więc chyba podzielę go na części, co wy na to?
Oraz ostatni, ale nie najgorszy: Nie zostawaj w tyle, bo nigdy nie pójdziesz do przodu co prawda już zakończony, ale nie wszyscy go czytali.

Buziaki :***
Werka <3

wtorek, 22 października 2013

sobota, 12 października 2013

Rozdział 23

Rozdział 23

 O matko! Ze snu wybudził mnie ból głowy oraz klatki piersiowej. Mając nadal zamknięte oczy próbuję przyzwyczaić się do bólu, ale on jest nie do wytrzymania. Nie daję rady. Zasypiam.

 - Doktorze dlaczego Veronica jeszcze się nie obudziła? - głos Melanii wybudził mnie ze snu.
 Jak to nie wybudziłam się jeszcze? Przecież słyszę ich. Otwieram oczy, ale one nawet nie drgnęły, są za ciężkie. Zmartwiona próbuję poruszyć ręką, ale również nie udaje mi się. Co się dzieje?! Nic nie słyszę! Ciemność znowu mnie porywa. Zasypiam.

 - Tatusiu, a czemu Ronnie, leży tutaj z zamkniętymi oczami? - Czy to Dylan? Chyba, jego głos jest trochę zniekształcony.
- Veronica miała poważną operację synku, na razie leży tutaj i regeneruje siły, aby potem się z Tobą bawić - odpowiada Josh.
 Ilu ich tutaj jest? Słyszę więcej oddechów niż dwa, a przecież nie ja jestem ważna, tutaj chodzi tylko i wyłącznie o Rose.
 - To wszystko przez Was! Przez Was nasza siostra leży tutaj po ciężkiej operacji! To Wasza wina! - krzyk Lukasa wszystkie rozmowy.
- Nasza? - pyta zdegustowana Yvonne.
- Tak Wasza - odpowiada Jej Victoria.
- Gdyby nie my to Ronnie zostałaby sama, po tym jak Wy opuściliście ją dla plastików i elity szkolnej -głos zabiera tym razem Alex, a ja słyszę tylko dźwięk piszczącej aparatury i powiększający się ból głowy.
 Powoli odpływam, ale nadal słyszę przytłumione krzyki. Zasypiam.


 *Oczami Zayn'a*

 - To wszystko przez Was! Przez Was nasza siostra leży tutaj po ciężkiej operacji! To Wasza wina! - do sali Very wchodzi para wkurzonych nastolatków, blondyn wykrzykuje podchodząc do Josh'a, który ostatnio przywiózł do mnie moją siostrę. Blondynka, która z wyglądu przypomina plastikową lalkę idzie za nim.
- Nasza? - odpowiada jej pytająca czarnowłosa Yvonne jeśli się nie mylę.
 Dziewczyna podchodzi do dwójki nowo przybyłych stając dwa kroki przed nimi, ręce krzyżuje na piersiach, a wzrok utrzymuje to na jednym, a to na drugiej.
 - Tak Wasz - zirytowany głos blondynki wypływa z jej ust przerywając minimalną ciszę.
- Gdyby nie my to Ronnie zostałaby sama, po tym jak Wy opuściliście ją dla plastików i elity szkolnej - tym razem odzywa się Alex, którego poznałem dwa dni temu.
- Wy? - zaczął Lukas, lecz przerwał mu odgłos aparatury, zdziwiony spojrzałem na urządzenie, które właśnie pokazywało linię prostą


 Nie minęło nawet 5 sekund, a do sali z hukiem wpadło kilku lekarzy i pielęgniarek, które wyrzuciły Nas z pomieszczenia. Oszołomiony rozejrzałem się w około, a moim oczom ukazał się widok płaczących ludzi. Chwilę później z moich oczu również leciały słone krople łez, których nawet nie powstrzymywałem. Krzyki z sali, w której o życie walczy przyjaciółka mojej siostry oraz szlochy ludzi modlących się to wszystko co słyszałem. Kilka minut później z sali zaczęły wychodzić pielęgniarki, zdenerwowani popatrzeliśmy na nie, a one powiedziały nam tylko, że mamy poczekać na lekarza, który właśnie wyszedł z sali.
 - Doktorze i co z Veronicą? - jako pierwszy zapytał się Kevin, który stał najbliżej starszego pana.
- Z panienką Noris już wszystko dobrze, udało Nam się przywrócić akcję serca, dziewczyna już się obudziła i jeśli chcecie to możecie do Niej wejść, za półgodziny powinien odwiedzić ją lekarz, który opiekuje się Veronicą, na razie to tyle - odpowiedział przeglądając kartę zdrowia dziewczyny, na sam koniec spojrzał na Nas, a następnie odszedł wzdłuż korytarza.
 Uśmiechnięci władowaliśmy się wszyscy do środka sali. Na środku pokoju znajduje się łóżko, na którym siedzi nadal blada brązowowłosa.
- Ronnie! - krzyk mojej siostry rozniósł się po pomieszczeniu.
 Rose nie czekając na jakikolwiek odezw ze strony dziewczyny, zrobiła kilka kroków, a następnie przytuliła z całych sił Veronicę.
 - Dusisz - wyszeptała zachrypniętym głosem szatynka.
- Przepraszam - oderwała się szybko po czym pocałowała ją w czoło uśmiechając się delikatnie, Noris odpowiedziała jej tym samym.
 Chwilę później na łóżko wdrapał się Dylan, który ułożył się po lewej stronie szpitalnego niezbyt wygodnego łóżka. Przytulił się delikatnie do jej brzucha i wyszeptał, że tęsknił, a po chwili zasnął wyczerpany.


*****
 Przepraszam :(, non stop tylko przepraszam, ale ja na prawdę nie ma czasu. W przyszłym tygodniu dodatkowo nie będzie mnie od środy do soboty, ponieważ jadę nad morze, co niezbyt mi się uśmiecha :/ ale trudno. Do kolejnego!
Kłamstwa z 1D
Werka <3

piątek, 20 września 2013

Nominacje

Pierwszą nominację w kategorii Liebster Award otrzymałam od one-direction-opowiadanie-liam.blogspot.com

Pytania i odpowiedzi:

1. Jakie jest Twoje hobby?

Muzyka, taniec, pisanie opowiadań

2. Co cenisz sobie ponad wszystko inne ?
Miłość i Przyjaźń

3. Ulubione słodycze?

Lizaki

4.Cola czy pepsi?

Pepsi

5. Co cię skłoniło do napisania opowiadania ?

Szczerze to nie wiem, tak jakoś wyszło

6. W jakim województwie mieszkasz?

Wielkopolskim

7. Jakie jest twoje największe marzenie?

Zamieszkać w Londynie

8. Co lubisz robić w wolnym czasie ?

Pisać, czytać, spędzać go z znajomymi i leniuchować

9. Ulubiony rodzaj muzyki ?

Wszystkiego po trochu

10. Ulubione piosenki ?

Szczerze to dużo tego :)

11. Lubisz Justina Biebera ?

Nic do niego nie mam.

Drugą nominację w tej samej kategorii otrzymałam od http://smierc-to-poczatek-czegos-niezwyklego.blogspot.com

Pytania i odpowiedzi:

1. Dlaczego założyłaś bloga?

Chciałam pokazać komuś moje bazgroły

2. Twoje jedyne marzenie, które się nie spełni?

Być piosenkarką (nie mam talentu)

3. Liczba blogów, które do tej pory napisałaś?

Skończonych to jedno, a zaczętych trzy, pisanych w dalszym ciągu trzy. Razem siedem.

4. Czy uważasz, że Twoje życie jest udane?

Nie

5. Jaka jest Twoja największa pasja w życiu?

Muzyka

6. Jak spędzasz swój wolny czas?

(odp w poprzedniej nominacji)

7. Sport, w którym czujesz się najlepiej to..

Piłka nożna

8. Twoje ulubione blogi?

Trudno wybrać, ale te które są po prawej stronie z tytułem "czytam"

9. Co możesz mi poradzić (opierając się na własnych doświadczeniach) w kwestii prowadzenia bloga?


Sprawdzaj kilka razy czy nie ma gdzieś błędu, pisz nie za długie zadania, ale z sensem. Interpunkcja!

10. Gdybyś mogła wybrać dowolne miejsce na świecie, to gdzie chciałabyś zamieszkać?

Londyn

11. Jak opiszesz siebie?

Niska, przeciętna dziewczyna


Trzecią nominację w kategorii The Versatile Blogger Award otrzymałam od http://ludzka-istota.blogspot.com/

Zasady:

- podziękować za nominację osobie, dzięki której zostałeś włączony do gry;
- pokazać na blogu nagrodę Versatile Blogger Award;
- ujawnić 7 faktów dotyczących własnej osoby
- nominować 15 blogów, które według nominowanego na to zasługują
- poinformować o fakcie nominowania autorów blogów

7 faktów o mnie:

1. Od podstawówki noszę okulary
2. Mam dwóch starszych braci i jedną młodszą siostrę
3. Na święta 2012 dostałam gitarę akustyczną lecz na niej nie gram (nie mam czasu)
4. Do teraz byłam w Canterbury (niedaleko Londynu, WB), w Cachan-Paryż, w Wolfenbuttel (Niemcy), w Czechach (nie pamiętam miejscowości)
5. W te wakacje pierwszy raz leciałam samolotem
6. Mam brązowe włosy
7. Kiedyś moim ulubionym zespołem był RBD

Czwartą i jak na razie ostatnią nominację otrzymałam od http://one-direction-opowiadanie-liam.blogspot.com

7 faktów o mnie:

1. Nienawidzę siatkówki
2. W szkole najlepiej mi idzie z matmy
3. Mam skończone 18-ście lat
4. Mieszkam niedaleko Poznania
5. Mam kilku najbliższych przyjaciół-znajomych
6. Za rok skończę szkołę
7. Uczę się jako technik handlowiec

Ze względu na tyle nominacji nikogo nie będę nominować. Kiedyś tzw. w marcu otrzymałam również nominację i napisałam tam, że na drugi już zakończonym blogu nominowałam, a więc to na tyle.
Kolejny rozdział już się pisze!
Buziaki Werka <3

poniedziałek, 16 września 2013

Rozdział 22

Rozdział 22

*Oczami Rosemary*

 - Nie! Nie! Nie! - krzyczałam patrząc na opadające ciało Ronnie na ziemię. - Pomocy! - udało mi się wykrztusić, a dosłownie sekundę później do środka opuszczonej fabryki wbiegło kilka osób.
- Ronnie, Ron błagam nie rób mi tego! - wykrzyczał jeden z chłopaków dobiegając do ciała mojej przyjaciółki.
- Melanii dzwoń na pogotowie! - wykrzyczał drugi rozglądając się na wszystkie strony.
 Owa Melanii nie zastanawiając się zbytnio wyjęła z kieszeni jeansowych spodni telefon, a następnie wybrała numer dobrze znany wszystkim by chwilę później trzymać słuchawkę przy uchu. Dziewczyna roztrzęsionym głosem podyktowała wszystkie najważniejsze informację do osoby po drugiej stronie słuchawki. W międzyczasie kolejny z chłopaków rozwiązał moje ręce i nogi, rozmasowując nadgarstki podbiegałam do dziewczyny z hektolitrami łez wylewającymi się z moich oczu.
- Veronica błagam... pro.. proszę.. nie.. odchodź - wykrztusiłam dławiącym się głosem, złapałam delikatnie jej rękę w swoje nie za duże dłonie, tak aby potrzymać ją na duchu.
 Minęło kilka minut, a my nadal czekaliśmy na jakąkolwiek pomoc. Podniosłam lekko głowę na dźwięk sygnału karetki i prawdopodobnie policji. Chwilę później do pomieszczenia wpadło kilku ratowników londyńskiego szpitala oraz funkcjonariusze policji. Godzinę później po zgłoszeniu moich zeznań na korzyść dziewczynie. Razem z dwójką chłopaków z jak się okazało gangu w którym Ronnie jest udaliśmy się do samochodu. Płacząc nie odzywałam się, raz po raz spoglądałam na siedzących z przodu samochodu dwóch umięśnionych mężczyzn. Po około dwudziestominutowej jeździe samochód zaparkował na podjeździe mojego domu.
 - Zabierzcie mnie do Ronnie, błagam - wychlipałam spoglądając na nich.
- Wybacz, ale najpierw musimy pokazać Cię twojemu bratu - odezwał się chłopak zmęczonym głosem od nadmiaru wrażeń.
- Dobrze - odpowiedziałam potulnie wysiadając z samochodu zaraz za nimi.
 Podchodząc do drzwi wejściowych rozmyślałam nad moją przyjaciółką, wchodząc do środka willi udałam się z dwójką gości do salonu. Wchodząc zdążyłam zauważyć jak mały chłopczyk krzyczy tato, a chwilę później moje ciało zostało naparte przez kilka innych ciał.
 - Rosemary - usłyszałam zduszony głos mojego kochanego brata.
- Zayn, błagam zabierz mnie do szpitala - wykrztusiłam załamana.
- Ale dlaczego? Źle się czujesz? Coś Cię boli? - pytał nawet nie czekając na odpowiedź.
- Błagam zawieź mnie do Veroniki - wyszeptałam przytulając ją bardzo mocno.
- Dobrze, zaraz pojedziemy - odpowiedział z wahaniem.
- Nie zaraz! Ja chcę teraz! - krzyknęłam płacząc coraz mocniej.



 Godzina, dwie, trzy. Tyle siedzimy pod drzwiami, w której operującą dziewczynę. Nikt się nie odzywa. Milczymy, słychać jedynie płacz kilkunastu osób. W międzyczasie dołączyło do Nas rodzeństwo Ronnie, które dowiedziało się od Josh'a. Kilkanaście minut później z sali wyszedł lekarz, a my podbiegliśmy do niego zasypując pytaniami o dziewczynę.
 - Uspokójcie się - odezwał się donośnym głosem mężczyzna - dziękuję - mruknął gdy zamilkliśmy. - Czy jest tu ktoś z rodzinny panny Veronici Noris? - zapytał.
- Tak, ja jestem jej bratem - odparł Lukas pokazując na siebie - co z moją siostrą?
- Mogę mówić przy wszystkich czy raczej wolałbyś osobno? - zadał kolejne pytanie, a my jęknęliśmy głośno.
- Przy wszystkich - odpowiedział bez ogródek.
- Dobrze, a więc kula umiejscowiła się w bardzo korzystnym miejscy dla poszkodowanej, nie rozerwała żadnych narządów. Niestety operacja przebiegła bardzo długo, z powodu umiejscowienia, chcąc czy nie chcąc ciężko było wyciągnąć kulę. Dodatkowo dziewczyna straciła bardzo dużo krwi, plusem w tym wszystkim jest to, że mieliśmy jej grupę w zapasie. Obecnie Veronica jest w śpiączce, ale powinna obudzić się do trzech dni - z każdym zdaniem nasz uśmiech stawał się większy. Pod koniec nawet uściskaliśmy doktora, który nie powiem, bo zdziwił się kiedy kilkanaście osób go przytuliło.





****
Kolejny dodany! To już trzecie opowiadanie, w którym główna bohaterka trafia do szpitala. Mam nadzieję, że nie zabijecie mnie za to :) . Przepraszam za opóźnienie. Szczerze mówiąc to nawet zapomniałam, że wcześniej już napisałam połowę, hehe :)
Buziaki :**

wtorek, 20 sierpnia 2013

Rozdział 21

Rozdział 21

 Znowu ten sam dom, te samo miejsce, w którym byłam przetrzymywana. Wzdrygnęłam się na samą myśl o czyhającym w środku Simonie. Rozejrzałam się dyskretnie, a następnie czekając na znak od Josha sprawdziłam moją broń.
 - Vera zaczynamy - usłyszałam ściszony głos Alex'a po czym cicho ruszyliśmy się z miejsca.
 Wszystko działo się jak w filmie o gangach, tylko że to nie jest film. To wszystko dzieję się na prawdę, nawet nie zauważyłam, a byliśmy już w środku budynku. Rozdzielając się ruszyliśmy w dwie różne strony, ja razem z Alex'em, Kevin'em, Melanii, Danielem, Niną i Markiem udaliśmy się na prawo, a reszta na lewo. Rozglądając się na wszystkie strony podzieliliśmy się na kolejne części, ja z pierwszą trójką ruszyłam do góry, a pozostali zostali jeszcze na dole, w razie czego.
 Coś podejrzanego dało się wyczuć w powietrzu. Nigdzie nie było widać gangu Rangina, czyżby wynieśli się? Chwilę później otwieraliśmy każde drzwi po kolei, lecz na nasze nieszczęście nikogo tam nie było. Dochodząc do drzwi gdzie mnie przetrzymywano zawahałam się przed wejściem. Spoglądając na moich towarzyszy nacisnęłam delikatnie na klamkę, a moim oczom ukazał się pusty pokój, na środku łóżka znajdowała się maleńka kartka. Zaciekawiona ruszyłam w jej stronę wcześniej chowając pistolet za paskiem spodni. Podniosłam delikatnie papier, a moim oczom ukazał się napis

 Veronico nie myśl sobie, że jestem głupi. Jeśli chcesz odzyskać dziewczynę udaj się do starej fabryki. Masz być sama, bo inaczej możesz pożegnać się z Rosemary. Czekam o 2 p.m. Nie zawiedź mnie.

 - Kurwa - fuknęłam pod nosem, a chwilę później poczułam jak Alex wyrywa mi z ręki kartkę.

- Przechytrzyli nas - odezwała się Mel spoglądając raz na mnie, a raz na chłopaków.
- I co robimy? - zapytał Kevin.
- Jak to co, muszę się z nim spotkać inaczej będzie po niej - odpowiedziałam patrząc się na ścianę.
- O nie, nie puścimy Cię tam zupełnie samą - wtrąciła się dziewczyna.
- Melanii zrozum, tylko ja mogę po nią pójść - rzuciłam spoglądając na godzinę w telefonie, który ukazał mi, że zostało jeszcze 20 min do umówionego spotkania. - Dajcie mi samochód - dopowiedziałam wystawiając rękę w stronę chłopaków, a chwilę później otrzymałam od Al kluczyki.
 Podziękowałam, a następnie ruszyłam biegiem do wyjścia, jakiś czas później wyruszyłam czarnym bmw do miejsca spotkania się z mężczyzną. Wiedziałam, że to co robię jest dość ryzykowne zwracając uwagę na to, że jestem nowa w tym wszystkim. Parkując samochód przed głównym wejściem wyjęłam dodatkowy pistolet, który schowałam do tylnej kieszeni spodni, a drugi złapałam w dłonie. Wychodząc z auta zamknęłam go, a kluczyk wrzuciłam do kieszeni. Idąc z wyciągniętą bronią przed siebie rozglądałam się na boki. Zatrzymałam się przed wejściem, a następnie dokładnie rozejrzałam się i weszłam.
 - Veronica, Veronica jak miło Cię znów widzieć - odezwał się głos Simona, który stał za dziewczyną na środku magazynu.
- Przyszłam, a teraz ją wypuść - powiedziałam dyskretnie się rozglądając.
- Jaka ty głupiutka, myślałaś że jak tu wejdziesz to od razu ją odzyskasz? - zapytał mi się.
- Wypuść ją - mruknęłam nie odpowiadając na jego pytanie.
 Ten tylko się uśmiechnął, a ja podniosłam pistolet wymierzając w niego.
 - Jeśli pociągniesz za spust ja również to uczynię - oznajmił wskazując ręką na trzymaną tuż przy jej głowie spluwę - rzuć na ziemię, a następnie kopnij pistolet z daleka od siebie - rozkazał.
 Spojrzałam na Rose, która miała zawiązane usta jakąś szmatką, z jej oczu wylewały się hektolitry łez. Chwilę później pistolet upadł z hukiem na brudną ziemię, a następnie kopnęłam go w prawą stronę.
 - Grzeczna dziewczynka - wypowiedział te słowa z drwiną - teraz gdy już jesteś bezbronna podejdź do mnie.
 Nie wiele myśląc uczyniłam to co mi kazał, spoglądając uważnie na niego zauważyłam jak nakierowuje spluwę na mnie. Stojąc 5 metrów od niego zwinnym ruchem wyjęłam ukryty pistolet, odbezpieczyłam go i wystrzeliłam prosto w jego serce. Wszystko działo się bardzo szybko mężczyzna upadł na ziemię, a ja poczułam jak coś mnie rozrywa, ból w klatce piersiowej uniemożliwiał mi oddychanie. Kręcenie w głowie do tego zamazany obraz, a chwilę później poczułam jeszcze większy ból, a następnie była już tylko ciemność. Wszystkie głosy zniknęły zostałam tylko ja.



 21 dodany! do następnego!